27 lipca 2014

Catrice, Camouflage Cream

W kwestii korektorów do twarzy jestem bardzo wybredna i mam spore wymagania. Przede wszystkim zależy mi na kryciu - ma być możliwie najmocniejsze. Do tego dodajmy trwałość, wytrzymałość, dobrą współpracę z podkładem oraz oczywiście nie może on wysuszać. I mamy kosmetyk idealny! Od kilku lat szukałam korektora, który będzie mi pasował. Bywały lepsze, gorsze, ale z żadnym nie polubiłam się w stu procentach aż po raz pierwszy użyłam kremowego kamuflażu Catrice. I w ten sposób znalazłam swój perfekcyjny korektor ;-)




Kremowy podkład korygujący o wysokim stopniu krycia. Trwała tekstura idealnie wtapia się w skórę ukrywając wszelkie niedoskonałości. Maskuje popękane naczynka, drobne blizny, przebarwienia oraz plamki. 


Zacznijmy więc od pierwszego aspektu czyli krycia. Kamuflaż bije pod tym względem inne korektory. Te które miałam okazję stosować wcześniej nie pozwalały na tak znakomite zatuszowanie niedoskonałości przy jednoczesnym zachowaniu naturalnego wyglądu. Korektor idealnie sprawdza się na wszelkie plamki, przebarwienia, pozostałości po krostkach, ale także i pod oczy. Jest to kolejna bardzo istotna dla mnie kwestia. Cienie pod oczami to moja mała zmora (chociaż aktualnie wyglądają nieco lepiej) i potrzebuję kosmetyku, który da sobie z nimi radę. Kamuflaż Catrice świetnie sprawdza się pod tym względem. Również gdy wyskoczy mi jakaś krostka nie muszę się martwić, bo wiem, że będę w stanie ją bez problemu zatuszować. 
Co do trwałości korektora, nie mam żadnych zastrzeżeń. Utrzymuje się praktycznie cały dzień, nie tworzy nieestetycznych plam, ładnie stapia się z podkładem. Dla mnie najlepszym sposobem jego aplikacji jest zdecydowanie wklepywanie, co pozwala na uzyskanie bardzo naturalnego efektu. Korektor wymaga delikatnego przypudrowania. 
Kamuflaż ma dość gęstą konsystencję, jeśli nakładamy go palcami, delikatnie rozpływa się pod wpływem ciepła ciała. Jest bardzo kremowy, ale dla niektórych na początku może wydawać się za ciężki. Dlatego trzeba uważać, bo naprawdę nie potrzeba go wiele! Wystarczy malutka ilość, aby ukryć cienie pod oczami, rozświetlić je czy zatuszować przebarwienia. Co prowadzi do kolejnej zalety, jaką jest wydajność. Niedawno wykończyłam pierwsze opakowanie i proces ten trwał ponad pół roku, co jest świetnym wynikiem. 

Dostępny jest w trzech odcieniach, także każda z nas znajdzie odpowiedni dla siebie. Aktualnie posiadam 030 Rosy Beige, który jednak jest dla mnie nieco za różowy. Dlatego muszę zaopatrzyć się w odcień jaki miałam poprzednio, czyli 020 Light Beige, bo w nim przeważają żółte tony. Do wyboru mamy także 010 Ivory, który z pewnością będę stosować zimą. 
Warto jeszcze zwrócić uwagę, na świetne opakowanie. Malutki, bardzo poręczny słoiczek, który mieści w sobie 3 gramy produktu. Pozwala on na zużycie kosmetyku do końca.
Koszt kamuflażu to 12,99 zł, co jest świetną ceną za tak dobry jakościowo produkt! Warto rozejrzeć się za nim w Naturze czy Hebe ;-)
Znacie, lubicie? ;-)

25 lipca 2014

Golden Rose Velvet Matte Lipstick nr 07, 10, 12, 13, 17 18 | swatche

Bez bicia przyznaję się - jestem szminkoholiczką. Pomadki stanowią największą część moich zbiorów kosmetycznych. Uwielbiam testować nowości - poczynając od kolorów, po różne wykończenia. Moim ulubionym wykończeniem są maty. Dlatego, gdy dowiedziałam się o nowej serii szminek Golden Rose Velvet Matte - wiedziałam, że wzbogacą one moją kolekcję. I w ten sposób (oczywiście stopniowo;)) stałam się posiadaczką sześciu nowych pomadek. 





Szminki są po prostu cudowne! Mają świetną pigmentację, dobrze kryją. Mimo że mają matowe wykończenie, nie wysuszają ust. Ich konsystencja jest kremowa, dzięki czemu dobrze się je rozprowadza na ustach. Pomadki długo się utrzymują, nie rozmazują się, a do tego ścierają się równomiernie. Łatwo się nimi maluje, nie potrzeba konturówki. Efekt jaki dają to satynowe, delikatnie matowe usta - nie jest to jednak tępy mat. Podsumowując, są to szminki idealne 


Pora na swatche tych cudeniek.



nr 07



nr 10



nr 12



nr 13



nr 17



nr 18




Jak dla mnie to doskonała jakość za bardzo niską cenę, bo pomadki kosztują tylko 10,90 zł za sztukę. Mam nadzieję, że ten post będzie pomocny i pomoże Wam w wyborze odpowiedniego koloru. 

Nie pytam czy znacie, bo pewnie większość z Was posiada jakąś w swojej kolekcji, ale czy lubicie i jakie odcienie polecacie?;-)



23 lipca 2014

Dr Irena Eris, Normamat, krem-nektar nawilżająco-matujący na dzień

Dziś opowiem wam  o produkcie, który po wstępnych testach odłożyłam do szuflady i po prostu o nim zapomniałam. A teraz nie wyobrażam sobie porannej pielęgnacji bez niego! Ten ulubieniec to krem-nektar nawilżająco-matujący na dzień Dr Irena Eris z serii Normamat.




Do tej pory zastanawiam się czemu moja skóra od razu nie polubiła się z tym kremem. Myślę, że wpływ mogła na to mieć pora roku - jak dla mnie sprawdza się on o wiele lepiej latem, kiedy szukamy czegoś lekkiego, co jednocześnie dobrze nawilży naszą skórę.


Krem zamknięty jest w eleganckim opakowaniu z pompką. Otrzymujemy 30 ml produktu, przy czym jest on bardzo wydajny. Pompka dozuje odpowiednią ilość kremu, jest ona bardzo praktycznym i wygodnym rozwiązaniem.

Przechodząc do działania, przyznam, że ja jestem z kremu bardzo zadowolona chociaż nie do końca spełnia on swoje zadanie. Można powiedzieć, że połowicznie. Po jego użyciu skóra jest wyraźnie nawilżona, odżywiona i wręcz aksamitna, satynowa w dotyku. Jest mięciutka i miła. Dodatkowo zdecydowanie poprawia się jej wygląd - jest delikatnie rozświetlona, promienna. Jeśli szukacie efektu mocnego matu możecie być nieco zawiedzione, bo tutaj go nie znajdziecie. Cera nie będzie się świecić, ale nie będzie też zmatowiona - półmat to chyba idealne określenie. Będzie ona wyglądać po prostu naturalnie i zdrowo. Dla niektórych może być to wada, dla mnie zaś to zdecydowany plus - szczególnie latem, kiedy stawiam na rozświetlenie. Pod względem nawilżania i poprawy wyglądu cery widocznej gołym okiem jest to jeden z lepszych kremów, jakie miałam okazję używać. Tak dobrze współgra z moją cerą, że często stosuję go w dni, w które nie używam podkładu, a po jego nałożeniu skóra wygląda zdecydowanie lepiej.

Kolejnym plusem jest fakt, że krem-nektar to idealna baza pod makijaż. Szybko się wchłania, nie trzeba czekać z aplikowaniem kosmetyków. Podkład pięknie na nim wygląda. Nie roluje się, nie tworzy nieestetycznych plam ani nie ściera się. Z moją mieszaną cerą współpracuje bardzo dobrze. 

Krem jest bardzo delikatny, nie zapycha, nie uczula, nie podrażnia. Oczywiście także nie wysusza skóry. 


Ma lekką konsystencję - jakby połączenie kremu i żelu. Do tego przepięknie pachnie, co zdecydowanie umila aplikację!

Jeśli szukacie porządnego nawilżenia, odżywienia skóry i chcecie, aby wyglądała ona naturalnie i zdrowo to ten krem jest dla was:)

Cena kremu to około 50-60 zł (aktualnie jego koszt na stronie Dr Ireny Eris to 52 zł) - klik. Nie jest ona najniższa, ale dla mnie jest on zdecydowanie warty swojej ceny. Z pewnością zainwestuję w kolejne opakowanie.

Stosowałyście krem-nektar na dzień? Znacie serię Normamat?

21 lipca 2014

Zoeva, 230 pencil brush

Jest kilka takich pędzli, które każda z nas powinna mieć w swojej kolekcji. Sądzę, że jednym z nich jest zdecydowanie pencil brush czyli pędzelek ołówkowy. Jest to bardzo uniwersalny pędzelek, który ułatwia precyzyjny makijaż oka. Bardzo prosty w użyciu, a jeśli posiadamy egzemplarz dobrej jakości, żaden makijaż nie będzie nam straszny! 
Pencil brush, który będę recenzowała to Zoeva nr 230 - mój faworyt w kategorii pędzelków ołówkowych. 




Pędzel przeznaczony jest do cieniowania, aplikowania i mieszania cieni. Doskonale wspomaga tworzenie makijażu typu Smoky Eye. Lekko zaostrzony kształt i mocno zwarte włosie umieszczone zostało w okrągłej skuwce. Trzonek pędzla został wykonany z drewna i pokryty warstwą lakieru, dzięki czemu nie wyślizguje się z ręki podczas pracy.





Pędzelek Zoeva nr 230 jest doskonałej jakości. Zdjęcia wykonane są po ponad roku użytkowania, a wciąż wygląda jak nowy! Jego włosie, mimo że jest białe i ma kontakt przede wszystkim z ciemnymi cieniami oraz kredkami, nie zabarwiło się. Dobrze domywa się przy każdym czyszczeniu pędzla. Rączka pędzelka jest bardzo porządnie wykonana, nie rozkleiła się po długim okresie użytkowania, co w zdarzyło mi się w w wielu pędzlach. Jego włosie jest dość zbite, ale wciąż miękkie (nie drapie), dzięki czemu pędzelkiem nabieramy odpowiednią ilość aplikowanego produktu i możemy dobrze go rozetrzeć. W porównaniu do innego pędzelka ołówkowego, który posiadam czyli Hakuro H76, ma on dużo bardziej zbite i gęste włosie, co jest plusem. 

Do czego używam mojego pędzelka ołówkowego? Przede wszystkim do rozcierania! Rozcieram nim kredkę zarówno na dolnej, jak i górnej powiece. Wystarczy odrobina kredki, kreska może być niestaranna, rozcieramy i oko jest świetnie i co najważniejsze szybko podkreślone. W podobny sposób możemy zaaplikować także cień, uzyskując rozmyty, niestaranny efekt, który ja osobiście uwielbiam. Nie wyobrażam sobie makijażu bez pokreślenia dolnej linii rzęs w taki sposób!
Idealnie wpasowuje się on także w załamanie powieki, dzięki czemu możemy bardzo szybko je podkreślić. Czasami używam go także do nałożenia rozświetlacza pod łuk brwiowy czy łuk Kupidyna, ponieważ pozwala on na bardzo precyzyjną aplikację kosmetyku. 

Teraz nie wyobrażam sobie makijażu oka bez użycia pencil brush. Jeśli używam czegoś więcej niż tuszu do rzęs, pędzelek ołówkowy zawsze idzie w ruch :)

Zoeva pencil brush możecie kupić tutaj. Kosztuje 27,99 zł,

Znacie pędzle Zoeva? Używacie pędzelków ołówkowych?

18 lipca 2014

Kobo, Fashion Colour, nr 111 Coral Chic

Dziś chciałabym pokazać Wam jedną z moich ulubionych letnich szminek - Kobo Fashion Colour w odcieniu nr 111 Coral Chic





Pomadka zamknięta jest w eleganckim czarnym opakowaniu. Jest ono porządnie wykonane, nie mam żadnych zastrzeżeń do jego wytrzymałości. Szminka kosztuje około 16 zł i dostępna jest oczywiście w Drogeriach Natura.






Zdecydowałam się na kolor nr 111 o nazwie Coral Chic. Jest to, jak nazwa wskazuje, koral delikatnie wpadający w róż. Idealnie komponuje się z opalenizną.



Pomadka dobrze kryje i nie wysusza ust. Aby uzyskać taki efekt jak na zdjęciu trzeba jednak nałożyć kilka warstw. Myślę, że jest ona idealna na lato, ponieważ nie daje mocnego, matowego efektu. Usta błyszczą, są nawilżone. U mnie utrzymuje się kilka godzin, wymaga poprawek po jedzeniu czy piciu. Jestem z niej bardzo zadowolona i z pewnością nie jest to ostatnia pomadka Kobo, na którą się zdecydowałam;-)


Znacie szminki Kobo? Polecacie inne odcienie?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...